Finis opus anni 2025 coronat! To było niezwykłe spotkanie i to z kilku powodów:
– poznaliśmy technikę mokrego kolodionu, sprzęt, warsztat, jej wady i zalety (Kilimandżaro! ![]()
– pokłoniliśmy się w ten sposób klasykom fotografii ze szklanymi płytami, przybliżającymi piękno i egzotykę „dalekiego świata”, często z przeogromnym poświęceniem czasu i pieniędzy. Zaraz po spotkaniu sięgnąłem do grubego albumu z epokowym dziełem Edwarda E. Curtisa czyli dokumentacją znikającego świata Indian północnoamerykańskich;
– mogliśmy obejrzeć efekty takiej fotografii, zwłaszcza wykonywanej w bardzo trudnych i nieprzewidywalnych warunkach plenerowych, ale nie koło domu, lecz w trakcie dalekich podróży. Ba, mogliśmy nawet wziąć do ręki takie „szkiełka”;
– zobaczyliśmy też całą drogą dochodzenia do mistrzowskich rezultatów – piękna pasja i godna konsekwencja – szacunek!;
– obejrzeliśmy na wielkim ekranie CePeKu wiele mocnych, fantastycznych kadrów i wysłuchaliśmy historię ich powstania;
– wysłuchaliśmy niezwykłe opowieści o sekcie Aghori, jej wierzeniach, szokujących praktykach, ale pozwalających je nieco zrozumieć. Wiele z tych opowieści było przejmujących, np. dotyczących trudnych losów ludzi LGBT+ w Indiach. Doceniam ogromną wiedzę, umiejętność przekazywania jej, talent „opowiadacza”, bardzo osobiste podejście do tematu, humanistyczne przemyślenia, dojrzałe odpowiedzi na pytania. Których było mnóstwo, a nawet więcej, ale czas nam minął błyskawicznie. A ja prawie w ogóle pytań nie zadawałem…. ![]()